Ten wyjazd miał w sobie wszystko, za co kocham fotografowanie w podróży. Było światło, które zmienia się z każdą minutą i sprawia, że patrzysz uważniej. Były nowe zapachy, dźwięki, kolory — coś, co pobudza zmysły i sprawia, że wszystko czujesz intensywniej. Była ekscytacja, że jesteśmy gdzieś daleko, razem, z dala od codzienności. A z drugiej strony — totalna swoboda i luz. Bo w takich miejscach, gdzie nikt się nie spieszy, łatwiej się otworzyć, być sobą.
Uwielbiam to, że każda podróż wnosi coś świeżego — do mojej głowy, do kadru, do relacji z parą. I chyba właśnie o to mi chodzi w fotografii — żeby szukać tych historii, które można poczuć nie tylko oczami. Naturalni, bliscy sobie, uśmiechnięci, zakochani po uszy. Ta sesja narzeczeńska na Cyprze to jeden z tych momentów, kiedy wszystko składa się w idealną całość — lekka swoboda, piękne emocje i zachwycające tło.